Friday, August 03, 2007

weekend uratowany przez pasy




miał to być uroczy weekend na mazurskiej działce z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. było fajnie. skończyło się na szczęście też dobrze.

relaks po tygodniu zapieprzania w fabryce. wódka, grill, anegdoty z czasów liceum, opowieści kolegi przesiadującego w korei, jak to tam życie i stosunki międzyludzkie wyglądają. w miarę przesiadywania w letniej altance stopień abstrakcji tematów i sformułowań wzrastał. wzanadrzuiwtajemni itakietam. przyszedł też czas na muzykę. wspólne zawodzenie do dźwięków gitary w zielonym ogrodzie nad mazurskim jeziorem. miodzio.

cały weekend nie zmącony wysiłkiem, okraszony śmiechem, relaksem i rozrywkami duchowo-działkowymi. w ramach pięknych miejsc wycieczka do malowniczych źródeł Łyny. miejsce magiczne.
niestety nasz niedzielny spokój skończył się, gdy pan w srebrnym audi wyjechał na drogę prosto pod koła skolimowego autka. ułamek sekundy i ta doskonała czasoprzestrzeń zmieniła się w kupę fruwającego żelaztwa, łzy i ból tkanek czterech podróżujących osób. na szczęście na bólu się skończyło. wszyscy wyszli cało, no może z wyjątkiem samochodu, który skończy zapewne dumnie na złomie. dumnie, bo wrakom obok będzie mógł powiedzieć, że uratował swoich pasażerów.



0 Comments:

Post a Comment

<< Home